Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/9

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


istotnie ekscentrycznym wyglądem przybyłej. Chirurg spojrzał ku drzwiom i również o mało się nie przestraszył na widok niespodziewanego pacjenta.
Była to niezwykle wysoka kobieta w żałobnych szatach. Stała tak blisko drzwi, że twarz jej niemal dotykała szkła. Od kibici po szyję drapował ją czarny szal, jak jaki symbol tajemnicy, twarz okrywała czarna, nieprzezroczysta zasłona. Stała wyprostowana, okazując całą wysokość swej postaci, i chociaż lekarz czuł, że oczy, przebijające zasłonę, utkwione były w nim, przecież dania nie ruszyła się z miejsca, najmniejszym gestem nie zdradziła, że zdaje sobie sprawę z jego obecności.
— Czy życzy sobie Pani zasięgnąć mojej rady jako lekarza? — zwrócił się do niej z pewnem wahaniem, otwierając drzwi naścieżaj. Otwierały się do wnętrza, więc czynność ta nie zmieniła jej pozycji: stała sztywna i nieporuszona, wciąż na tem samem miejscu. Pochyliła zlekka głowę na znak, że to prawda.
— Pani będzie łaskawa do gabinetu.
Nieznajoma postąpiła krok naprzód; następnie, zwracając głowę w stronę chłopca — ku jego niezmierniemu przerażeniu — zawahała się jakgdyby na chwilę.
— Wyjdź z pokoju, Tomek — rzekł lekarz do pomocnika, którego wielkie, okrągłe oczy rozszerzyły się podczas tej krótkiej rozmowy do nieprawdopodobnych rozmiarów. — Zasuń firankę i zamknij drzwi.
Chłopiec zasunął szklaną część drzwi zieloną firanką, wycofał się do poczekalni, zamknął za sobą