Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/78

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się tak wcześnie rozchodzić, więc Signor Billsemthi postanowił zatrzymać gości na kolację i zaproponował, aby posłać młodego Billsmethi’ego po piwo i wódkę. Słysząc to, dwaj panowie zaklęli zcicha: — Niech ich jaśni djabli, nie chcą fundować, psiajuchy! — i zaczęli się kłócić, kto ma zapłacić za trunki. Na szczęście pan August Cooper oświadczył, że chętnie poniesie wszystkie koszty, jeżeli mu tylko łaskawie na to zezwolą — i, oczywiście, zezwolono mu łaskawie. Wtedy młody pan Billsmethi przyniósł baryłkę piwa i kwartę rumu — i zaczęła się pijatyka. Co to była za radość! Panna Billsmethi uścisnęła pod stołem rękę pana Augusta; pan August oddał uścisk z procentem. Kiedy powrócił do domu, była godzina szósta nad ranem. Natychmiast został wpakowany do łóżka przez starszego czeladnika, ale przedtem kilkakrotnie wyraził dziką chęć zrzucenia swej szanownej macierzy z drugiego piętra i uduszenia czeladnika jego własnym szalikiem, który także służył jako chustka do nosa.
Minęły tygodnie. Półbuciki ze szpicami zdarły się niemal do cna. Zbliżał się termin wielkiego balu kostjumowego, na którym pełna liczba siedemdziesięciu pięciu uczniów miała się zaprezentować pierwszy raz w tym sezonie i odwetować sobie pewną część zapłaconych za kwartał czterech szylingów sześciu pensów — w postaci oliwy do lamp i bandy rzępołów. Pan August Cooper obstalował nową marynarkę i zapłacił za nią dwa funty dziewięć szylingów. Miał to być jego pierwszy występ publiczny. Po odtańczeniu sycyljany przez czternaście panien w powiewnych szalach, winien był pan August wykonać kadryla w towarzystwie samej