Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


szej panny Willis: — Wstępujemy w związki małżeńskie z panem Robinsonem.
Wszystko to było dziwne — bardzo dziwne. Wobec braku wszelkich indywidualnych cech które mogłyby jedną z sióstr wyróżnić, jako najznośniejszą kandydatkę do owych „związków małżeńskich”, całą ulicę ogarnął poprostu szał niecierpliwości. Przy kartach, przy herbacie, wszędzie rozmowa toczyła się na ten sam temat. Stary jegomość, który ongiś wsławił się manją hodowania jedwabników, odważył się na wypowiedzenie opinji, że p. Robinson pochodzi ze Wschodu i że, zgodnie ze wschodnim obyczajem, zamierza poślubić całą rodzinę za jednym zamachem. Nie mogąc wybrnąć z sytuacji, sąsiedzi pokiwali poważnie głowami i oświadczyli, że sprawa jest w rzeczywistości niezmiernie powikłana. Ale wyrazili nadzieję, że wszystko się zakończy jak najpomyślniej; wprawdzie, jak dotychczas, można być usposobionym do dość pesymistycznych wniosków, jednakże uważają za rzecz wprost niehumanitarną takie wypowiadanie sądów, nieopartych na głębszych podstawach. Zresztą, panny Wilis są już dostatecznie stare, aby wiedzieć, co czynią, a więc najlepiej nie wtykać dziobu do cudzego kurnika etc. etc.
Atoli pewnego pięknego poranku, trzy kwadranse na ósmą, dwa oszklone powozy zatrzymały się przed drzwiami panien Willis, gdzie już od dziesięciu minut czekał na nie w dorożce p. Robinson. Miał na sobie jasno-błękitną bluzę, grube płócienne spodnie, biały szalik, eleganckie pantofle i skórkowe rękawiczki. Jak się dowiadujemy z zeznań służącej z pod Nr. 23, która właśnie zamiatała schody, ruchy