Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oświetleniem, takie zaś zakątki zapadłe, jak ten, zdane były na łaskę i niełaskę księżyca i gwiazd. A więc szanse przyłapania tam podejrzanego osobnika, lub wyśledzenia jego kryjówki, były minimalne. To też hołota coraz grubiej obrastała w piórka, pozwalała sobie coraz bardziej, w miarę tego, jak codzienne doświadczenie uczyło, że niema się czego obawiać. Należy także wziąć pod uwagę, że nasz młody przyjaciel praktykował przez dłuższy czas w jednym ze stołecznych szpitali; i chociaż ani Burke ani Bishop nie zdobyli jeszcze wtedy krwawej sławy najbardziej niezwyciężonych anarchistów, przecież nieraz nadarzała się sposobność stwierdzenia na własne oczy, jak łatwo, jak lekko popełnia się okrucieństwa, któremi ci dwaj genjalni bandyci uwiecznili swe imiona. Bez względu wszakże na okoliczności, jakie były przyczyną jego niezdecydowania, wypada stwierdzić, że lekarz zawahał się na chwilę. Ponieważ jednak odznaczał się wielką siłą woli i niemałą odwagą osobistą, przeto wkrótce zapanował nad zdenerwowaniem, zawrócił raźnie i zastukał łagodnie do drzwi.
W tej samej chwili dobiegł jego uszu zdławiony szept, jakgdyby ktoś na końcu korytarza rozmawiał potajemnie z osobą, stojącą na platformie pierwszego piętra. Następnie dał się słyszeć łoskot ciężkich butów o kamienną podłogę. Powoli zdjęto łańcuch z drzwi, otwarto je i wysoki, brzydki mężczyzna, brunet, o twarzy, według własnych słów chirurga, tak bladej i wynędzniałej, jak twarze trupów w prosektorjum, ukazał się na progu.
— Proszę do środka — rzekł półgłosem.