Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— odprowadzą zpowrotem na prowincję i tam powieszą za morderstwo. Tu mnie nie znajdą — chyba że ty im pomożesz, ojcze. Wiem bowiem, że potrafisz to uczynić. Jeżeli zaś nie, pozostanę tutaj aż do czasu, kiedy będę mógł dać drapaka zagranicę.
Przez długie dwa dni nie ruszali się z pokoju. Trzeciego wieczora stan zdrowia dziewczyny jeszcze się pogorszył, a jedzenia zabrakło. Ktoś musiał koniecznie wyjść. Ponieważ córka nie miała sił, wyszedł ojciec. Właśnie zapadała noc.
Zdobył lekarstwo dla dziewczyny i drobną zapomogę pieniężną. Przy powrocie zarobił sześć pensów, pilnując czyjegoś konia; miał więc dosyć pieniędzy, aby zakupić rzeczy najniezbędniejszych na dwa lub trzy dni. Przechodził obok szynku. Zatrzymał się na chwilę, poszedł dalej, znów się cofnął, chwilę się ociągał, wreszcie wszedł do środka. Przy drzwiach czatowało w cieniu dwóch ludzi. Już zwątpili o powodzeniu zasadzki, kiedy nagle zwrócił ich uwagę człowiek, który kilka razy niezdecydowanym krokiem przechodził przed oknami. Kiedy wszedł, poszli za nim.
— Panie drogi, wypijemy co? — zaproponował jeden z nich, ofiarując mu szklankę trunku.
— A ze mną także — rzekł drugi, napełniając natychmiastowo szklankę, skoro tylko się opróżniła.
Stary pomyślał o swych głodnych dzieciach, o niebezpieczeństwie grożącem synowi. Cóż to wszystko znaczy wobec wódki. To też pił — pił na chwałę. Aż stracił przytomność.
— Psia noc, leje, panie dobrodzieju, — szepnął mu jeden z nieznajomych do ucha, kiedy wreszcie zwrócił się do wyjścia, wyrzuciwszy na wódkę po-