Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Tak jest, — odparł syn. — Dziwi cię to, ojcze?
I zmierzył go spojrzeniem tak wymownem, że stary odwrócił oczy i utkwił je w podłogę.
— Gdzie są bracia? — zapytał po długiej chwili milczenia.
— Tam, skąd ci się więcej nie dadzą we znaki. John w Ameryce, Henryk umarł.
— Umarł! — powtórzył ojciec, a po ciele przebiegł mu zimny dreszcz.
— Umarł, — ciągnął dalej syn. — Na mojej piersi wyzionął ducha. Leśniczy go zastrzelił jak psa. — Zachwiał się, podchwyciłem go, jego krew spływała mi po rękach. Buchała mu z boku, jak woda. Był bez sił, ogłuszony hukiem i wstrzęśnieniem, ale padł na trawę, na kolana i prosił Boga, aby wysłuchał modłów matki, która jest zapewne w niebie, matki, błagającej o przebaczenie dla swego najmłodszego syna. „Will“, rzekł do mnie, „byłem jej ulubieńcem i z ulgą przypominam sobie, że kiedy umierała, a ja byłem głupiem małem dzieckiem i serce mi pękało z bólu, wtedy ukląkłem przy jej łóżku i dziękowałem Bogu za to, że pozwolił mi ją kochać przez całe życie i nie mieć na sumieniu ani jednej jej łzy. O Will, dlaczego ona nas opuściła, a ojciec został?“ Oto jego ostatnie jego słowa, ojcze. Tłumacz je sobie, jak chcesz. Tego ranka, kiedyśmy uciekli, przyszedłeś pijany, nieprzytomny, uderzyłeś go w twarz. Widzisz, do czego to doprowadziło.
Dziewczyna szlochała głośno. Ojciec opuścił głowę na kolana i kołysał się miarowo.
— Jeżeli mnie złapią, — ciągnął dalej William,