Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kanał, z którego deszcz wywabił, a wiatr rozniósł wszystkie ohydne wonie, jakie tylko można sobie wyobrazić. Wicher wył po starych domach, drzwi i żaluzje trzaskały i skrzypiały piekielnie, okna trzęsły się w ramach tak gwałtownie, że, zdawało się, lada chwila nastąpi koniec tej części świata.
Mężczyzna, którego kroki śledzimy, szedł pociemku, od czasu do czasu osuwając się do kanału, a niekiedy potykając się o kupy śmieci, zniesione i złożone przez deszcz. Wreszcie dotarł do ostatniego domu w podwórzu. Drzwi, a raczej ich szczątki, stały otworem dla wygody nieprzeliczonych lokatorów. Szukając drogi poomacku, wspiął się po starych, potrzaskanych schodach, aż stanął na poddaszu.
Dwa kroki dzieliły go od pokoju, kiedy drzwi się otworzyły i dziewczyna, której wynędzniałe czoło możnaby porównać jedynie do świecy, płonącej pod jej sklepioną dłonią, wyjrzała niespokojnie.
— To ty, ojcze? — spytała.
— No chyba że nikt inny! — odpowiedział szorstko. — Czego tak drżysz? — Piłem dzisiaj za mało, bo wódkę się dostaje tylko za pieniądze, a pieniędzy niema bez pracy. Do djabła! co się stało tej dziewczynie?
— Czuję się niedobrze, ojcze — niedobrze, niedobrze, — odpowiedziała, wybuchając płaczem.
— Aha! — rzekł mężczyzna tonem człowieka, który musi skonstatować bradzo nieprzyjemny fakt, a chętnieby sobie zasłonił oczy palcami. — Musisz wyzdrowieć, bo potrzebne są pieniądze. Pójdziesz do parafjalnego doktora i powiesz mu, żeby ci dał lekarstwo. Przecież mu płacą za to, do jasnej cho-