Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Chodź, zatańczymy, — odpowiedziała Lawinja z kokieterją — bowiem dziewiętnastoletnie dziewczęta umieją kokietować.
— Nie! — krzyknął poeta w nankinowych spodniach. — Bo nie ruszę się z miejsca, bo zacznę wić się w męczarniach niepewności! Czy wolno — czy wolno mi mieć nadzieję?
— Wolno.
— Przysięga ważna?
— Ważna.
— Zezwalasz?
— Zezwalam.
— Z głębi serca?
— Sam wiesz o tem, — odparła Lawinja, rumieniąc się uroczo. Kurcze, które opanowały oblicze znakomitego Butlera, odmalowywały jego zachwyt niezmiernie wyraziście.
Musielibyśmy zużyć wiele słów, chcąc się rozwodzić nad tem, co nastąpiło. Jak pan Teodozjusz i panna Lawinja tańczyli, rozmawiali i wzdychali przez resztę wieczoru — jak bardzo panny Crumpton cieszyły się z tego powodu. Jak nauczyciel kaligrafji nie przestawał wybijać halubców z siłą jednego Hp. i jak jego żona, ulegając jakiemuś niewytłumaczonemu kaprysowi, opuściła stół, przy którym grano w wista, i zabłysła swym zielonym kapeluszem w najwidoczniejszej części salonu. Jak na kolację podano na tacach malutkie trójkątne sandwicze, urozmaicone tu i ówdzie ciastkiem albo tortem; i jak goście konsumowali ciepłą wodę z cytryną i muszkatołową gałką, noszącą szumny tytuł „ponczu“. Wszystkie te i tym podobne interesujące