Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się z całem niemal towarzystwem, — muszę cię przedstawić naszej nowej wychowance.
Teodozjusz nie zdradzał najmniejszego zaciekawienia.
— Jej ojciec jest członkiem parlamentu.
Tedozjusz drgnął. — Jej nazwisko?
— Brook Dingwall.
— Wielkie nieba! — zawołał Teodozjusz — cicho, ale poetycznie.
Nastąpiła wymiana nazwisk. Panna Brook Dingwall ociężale podniosła głowę.
— Edward! — zawołała, widząc przed sobą dobrze znane nankinowe spodnie.
Szczęściem panna Marja Crumpton nie odznaczała się wielką przenikliwością, a że zgodnie z dyplomatycznemi zarządzeniami pana M. P. nie należało zwracać najmniejszej uwagi na bezsensowne wykrzyki panny Lawinji, przeto wzburzenie obojga młodych uszło całkowicie jej uwadze; widząc zaś, że kapryśna córeczka prawodawcy zgodziła się wziąć udział w następnym kadrylu, odeszła spokojna.
— Edwardzie, Edwardzie! — zawołała najromantyczniejsza z panien, skoro światło wiedzy zajęło miejsce obok niej. — Edwardzie, czy to ty?
Pan Teodozjusz głosem stłumionym od namiętności, upewnił drogą swemu sercu istotę, że o rozdwojeniu jaźni niema mowy.
— Więc poco — poco — to maskowanie się? O, Edwardzie M’Neville Walter, ile, ile wycierpiałam dla ciebie!
— Słuchaj mnie, Lawinjo, — odparł bohater, natężając głos do najbardziej poetycznej wibracji. — Nie potępiaj mnie, nie wysłuchawszy przedtem. Je-