Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/118

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— On jest taki piękny! — rzekła ta pierwsza.
— Co za figura! — potwierdziła koleżanka.
— Co za dystynkcja! — dodała inna.
— Żebyście wy wiedziały, żebyście wy wiedziały! — zawołała jedna z wychowanek, wpadając do pokoju jak bomba. — Panna Crumpton powiedziała, że będzie jej kuzyn.
— Co! Teodozjusz Butler? — odezwało się dziewięć ekstatycznych głosów.
— Czy ładny? — spytała jakaś nowicjuszka.
— Nie, specjalnie ładny nie jest, — brzmiała odpowiedź, — ale taki mądry, taki mądry!
Pan Teodozjusz Butler był jednym z tych nieśmiertelnych genjuszów, których przedstawiciela można spotkać niemal w każdym towarzystwie. Mają zazwyczaj grube, monotonne głosy. Są przekonani o wyjątkowości swych talentów i czują, że powinni robić nieszczęśliwych, chociaż nie wiedzą właściwie, dlaczego. Są pod każdym względem zarozumiali, a w rzeczywistości nie posiadają pojęcia o wyobrażeniu; jednakże skłonne do entuzjazmu młode panny i głupkowaci młodzi panowie poczytują ich za cuda. Znakomitość o której mowa, pan Teodozjusz, napisał w swoim czasie pamflet, w którym pewne metody postępowania zalecał, inne ganił, a czynił to wszystko z niezmąconą powagą; ponieważ zaś każde zdanie zawierało pokaźną liczbę sześciosylabowych wyrazów, wielbiciele znakomitego pamflecisty przekonani byli o ważkości wypowiadanych przez niego sądów.
— To chyba on! — zawołało kilka panien, kiedy energiczne pociągnięcie za dzwonek o mało nie nadwyrężyło całego aparatu.