Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mu zadowoleniu koleżanek i zwierzchniczek, a ku zgrozie starego kulawego pana z przeciwka. Należy dodać, że panny Crumpton prowadziły stałe pertraktacje z jedynym cukiernikiem, jakim mogło się poszczycić Hammersmith.
Niecierpliwie wyczekiwany wieczór nastąpił nareszcie. Sznurowano gorsety, zawiązywano sandały, czesano włosy, powodując przy tem taki zamęt, jaki w podobnych okolicznościach może mieć miejsce jedynie w internacie dla dziewcząt. Mniejsze dziewczynki były wszędzie, i zawadzały wszystkim, nic więc dziwnego, że nie obeszło się bez szturchańców. Starsze ubierały się, kokietowały lustro, pochlebiały, zazdrościły jedna drugiej z taką powagą i z takiem przejęciem, jakgdyby już istotnie „skończyły budę.”
— Czy ładnie wyglądam? — zwróciła się panna Emilja Smithers, premjowana piękność zakładu, do panny Karoliny Wilson, która była jej przyjaciółką od serca, ponieważ miała sławę najbrzydszego podlotka w całem Hammersmith, jak zresztą i poza obrębem tej miejscowości.
— Och! Cudownie! A ja?
— Bosko! Nigdy jeszcze nie wyglądałaś tak wspaniale, — odparła piękność, poprawiając suknię i nie racząc nawet rzucić okiem na nieszczęsną koleżankę.
— Spodziewam się, że Hilton się nie spóźni, — głosem drżącym od zdenerwowania powiedziała inna panna do swej koleżanki.
— Czułby się zaszczycony, gdyby wiedział, jak się o niego troszczysz, — odparła tamta powtarzając rolę, którą miała odtworzyć tego wieczoru.