Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/113

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nieszczęść, zepsute dziecko bawiło się w pokoju. Ubrane było według ostatniej mody, w błękitną tunikę, którą ujmował wpół czarny pas szerokości jednej czwartej jarda, spięty olbrzymią klamrą; w tym stroju chłopiec wyglądał, jak rozbójnik z melodramatu, oglądany przez szkło zmniejszające.
Przez pewien czas nie można było dać sobie rady ze słodkim chłopaczkiem, który postanowił spłatać figla i, skoro tylko przed panną Marją Crumpton stawiano krzesło, natychmiast brał je w swe posiadanie i uciekał, chowając zdobycz do kryjówki — gdy więc te wstępne przyjemności się skończyły, towarzystwo zasiadło i Korneljusz Brook Dingwall, Esq., zagaił rozmowę.
Mówił, że zwraca się do panny Crumpton na skutek niezmiernie pochlebnego świadectwa, jakie wystawił jej zakładowi jego przyjaciel, Sir Alfred Muggs.
Panna Crumpton zdławionym szeptem wyraziła swą wdzięczność, a znakomity Korneljusz tak ciągnął dalej:
— Jedną z głównych przyczyn, panno Crumpton, dla których zamierzam rozstać się ze swoją córką, jest jakiś dziwnie sentymentalny nastrój, w jaki ostatnio popadła i zgodne z tym nastrojem poglądy, które chciałbym doszczętnie wykorzenić z jej młodej duszy. — (W tem miejscu wspomniane poprzednio niewiniątko spadło z fotelu z nieprawdopodobnym łoskotem).
— A to nicpoń! — rzekła mama, bardziej zdziwiona tem, że odważył na podobne wykroczenie, niż czemkolwiek innem. — Zadzwonię na James’a, aby go zabrał.