Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie, że pan jest z zawodu adwokatem? Czy to prawda? Sam kiedyś miałem zamiar wstąpić na prawo — w samej rzeczy, mam wiele znajomości z pośród największych klejnotów tej zaszczytnej profesji.
— N-nie! — odparł Horacy po chwili wahania się, — niezupełnie.
— Jednakże przebywał pan wiele pośród szelestu jedwabiu, jeśli się nie mylę, — pytał Flamwell z uszanowaniem.
— Prawie przez całe życie, — odpowiedział Sparkins.
Teraz pan Flamwell poczuł, że trzyma w ręku nić przewodnią. Sparkins musiał być młodzieńcem, który właśnie ukończył studja i zaczynał praktykować.
— Nie chciałbym być adwokatem — odezwał się Tomek po raz pierwszy oglądając się dokoła, czy ktoś nie weźmie pod uwagę jego cennego oświadczenia.
Nikt nie odpowiadał.
— Nie chciałbym nosić peruki, — zaryzykował Tomek po raz drugi.
— Tomek, proszę cię, nie bądź śmieszny, — rzekł ojciec. Przysłuchuj się uważnie rozmowie mądrzejszych od ciebie, to może coś skorzystasz, i nie waż się mówić absurdów.
— Już nie będę, tatusiu, — odrzekł nieszczęsny. Powiedzieć prawdę, to nie wymówił ani jednego słowa od godziny piątej, a i wtedy poprosił tylko o kawałek mięsa; teraz była ósma.
— Nic to — wtrącił Barton, litując się nad losem siostrzeńca, — nic to, Tomek! Ja trzymam z to-