Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żeńska połowy rodziny słuchała go z coraz większym zachwytem — co! Skutek jest następstwem przyczyny? Przyczyna jest poprzedniczką skutku?
— To argument! — rzekł Flamwell.
— Oczywiście, — potwierdził pan Malderton.
— Jeżeli więc skutek jest następstwem przyczyny, a przyczyna poprzedniczką skutku, wnoszę stąd, że pan nie ma racji, — zakończył Horacy.
— Stanowczo, — rzekł Flamwell z taką miną, jakgdyby jadł ropuchę.
— W każdym razie sądzę, że to dowód prosty i logiczny? — zapytał Sparkins.
— Bezwątpienia, — zabrzmiał głos Flamwella. — To rozwiązuje wszystko!
— Być może, że to prawda, — zgodził się Fryderyk. — Nie zdawałem sobie przedtem sprawy z tego sylogizmu.
— Ja i teraz nie widzę w tem sensu, — mówił do siebie kupiec — ale przypuszczam, że to wszystko jedno.
— Jaki on mądry! — szepnęła pani Malderton do córek, kiedy panie usunęły się w cień salonu.
— Och nieporównany, cudowny! — odpowiedziały jednocześnie obie panny, — mówi jak wyrocznia. Musiał widzieć kawał świata i przeżyć wiele.
Panowie zostali sami. Nastąpiła krótka pauza, podczas której wszyscy robili bardzo poważne miny, dając do zrozumienia, że wciąż są pod wrażeniem zakończonej właśnie dyskusji. Flamwell postanowił wybadać pana Sparkinsa, zatem pierwszy przerwał milczenie.
— Przepraszam pana, — rzekł, — mam wraże-