Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/10

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


drzwi i niezwłocznie zbliżył do dziurki od klucza jedno ze swych przerażonych, wielkich oczu.
Chirurg przysunął krzesło do ognia i gestem wskazał je nieznajomej. Tajemnicza postać powolnym krokiem zbliżyła się do krzesła. Kiedy blask padł na jej czarną szatę, okazało się, że u dołu cała była zwalana błotem i przesiąknięta deszczem.
— Pani zmokła.
— Tak — rzekła nieznajoma głębokim altem.
— I Pani chora? — pytał lekarz ze współczuciem, gdyż głos jej był pełen niewypowiedzianego bólu.
— Tak — brzmiała odpowiedź — bardzo jestem chora: nie na ciele, lecz na duszy. Nie ze względu na siebie, nie poto, aby leczyć swoje własne cierpienia, przychodzę do Pana — mówiła dalej. — Gdyby chodziło tylko o dolegliwość cielesną, nie opuszczałabym domu o takiej porze, sama, w taką noc, w taką niepogodę. I gdyby chodziło tylko o dolegliwość cielesną, to Bóg sam wie, z jaką radością wyszłabym na spotkanie śmierci. Dla kogo innego błagam pańskiej pomocy, doktorze. Być może, że ratowanie go jest szaleństwem — zdaje mi się nawet, że jestem obłąkana. Ale podczas długich, żmudnych bezkresnych nocy, które przesiedziałam i przepłakałam nad nim, rozpaczliwa myśl ratunku nie opuszczała mnie ani na chwilę. I jakkolwiek ja sama widzę, jak dalece bezsilną okazać się tu musi pomoc ludzi, przecież truchleję na samą myśl, że go pochowam, tej pomocy wprzód nie wypróbowawszy!
I po ciele mówiącej przeszedł taki dreszcz, jakiego nie można wywołać sztucznie. W ruchach tej kobiety, w jej sposobie mówienia była jakaś rozpacz, jakieś posępne załamanie rąk, które boleśnie