Strona:PL Karol Baudelaire-Kwiaty grzechu.djvu/117

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Rozmaite religje do naszej podobne,
A wszystkie prowadzące do niebiosów. Święci,
Co, jak zbytniki w łoża wchodzący ozdobne,
Stoją, rozpustą gwoździ męczeńskich opięci.

I ludzkość gadatliwa, genjuszem pijana,
A skazana na wieczne błędy i szaleństwo,
Wołając w agonji swej do Boga-Pana:
— O mój bliźni, mój Panie, rzucam ci przekleństwo!

I najmędrsi — odważni kochankowie szału,
Uciekający od tych głupich stad — w otchłanie,
Opjum, nieskończonego źródła ideału:
— Oto świata całego wieczne sprawozdanie.

7.

Gorzka wiedza, jaką się wyciąga z podróży!
Świat monotonny, mały jak dzisiaj, tak wprzódy,
Jutro — wiecznie — jednaki obraz nam powtórzy:
Jest to oaza zgrozy na pustyni nudy!

Czy odpłynąć, czy zostać? Zostań, jeśliś w stanie,
Płyń, gdy czas. Ten więc biegnie, tamten się ukrywa,
By żałobnego wroga omylić czuwanie,
By zmylić Czas. Lecz on jest, on stoi, on wzywa