Strona:PL Kajetan Koźmian - Różne wiersze.djvu/49

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tak wśród niesfornego składu
Złożone tworów zarody,
Gdy Bóg wywodził z nieładu,
Rzekł: — a w morza ściekły wody,
Światło się w górę podnosi,
Ziemia się chwieje na osi,
Niebo jaśnieje w błękicie,
I mocą jednego słowa
Powzięła świata budowa
Porządek, zgodę i życie.

Co mądrość Jego układa,
Żadne siły nie przemogą,
Los nowego Encelada
Wieczną zuchwałym przestrogą;
Zaciekły w szalonej dumie,
Równym bogom się rozumie
I czeka hołdu narodów;
Lecz piorun porze obłoki,
Patrzcie! leżą martwe zwłoki
Pod gruzami własnych grodów.

Teraz stawiajcie ołtarze!
Niech je ozdobi kwiat wonny,
Cóż? że obrzydli wyspiarze
Zgrzytają z zemsty bezbronnej!
Tak Araby skwarem spiekłe,
Miotają bluźnierstwa wściekłe
Przeciw słońcu, co ich pali;
Marne wycia; próżne wrzaski,
Wrą pod ich nogami piaski,
Słońce posuwa się dalej.

Czem była ta ziemia wprzódy,
Nim ją obdarzył wejrzeniem?
Rozumu, męstwa, swobody,
Jednem ogromnem więzieniem.
Same hordy rozbójnicze,
Same nieprawe zdobycze,