Strona:PL Kajetan Koźmian - Różne wiersze.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wszystko się w gruzy zamienia;
Chwała Ci Największy z ludzi!
Jak Cię szczęście świata trudzi,
Już zbrodnia nie ma schronienia.

Lecz wy! których kraj naddziadów
Ledwie przemocy wydarty,
Już celem krwawych napadów,
Mężne dzieci nowej Sparty!
I wy! których rodu znamię
Żadna przemoc nie przełamie,
Chociaż granica przedziela,
Patrząc na łupieżców zgony,
Ciesz się ludu uciśniony,
Już masz krzywd swoich mściciela.

Com rzekł! jak Bóstwo natchnieniem
Nieme ożywia żywioły,
Wsparci twem dzielnem ramieniem,
Świeże ucznie twojej szkoły
Ledwie się ich ziemi tyka
Harda noga najezdnika,
Gromią pułki Laudona,
I zdziwionym nad tym czynem
Pokazali nad Raszynem,
Że nic mężnych nie pokona.
Oto są cuda zapału,
Którym dusza wodza płonie,
Wzięte szańce bez wystrzału
I braciom podane dłonie.
Zamość do obrony śmiały,
Najeża działami wały;
Miota z paszczów grom po gromie,
Lecz wrą bębny, — tej godziny
Miecze, topory, drabiny,
I rodacy na wyłomie.

Patrzyłeś z grona niebianów
Na mścicieli twoich zwłoko w,