Strona:PL Kajetan Koźmian - Różne wiersze.djvu/41

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pokoju, Wielki Boże, pokoju wołamy!
Ach, jeżli klęskom naszym nie położysz tamy,
A nieprawi krwi naszej i życia szafarze,
Wśród nieszczęścia zaciekli w swym dzikim zamiarze,
Gdy przyjdą do użycia ostatnich sposobów,
Słońce odtąd dla samych świecić będzie grobów.
Ale jakiż głos cichy odzywa się we mnie,
Człowiek pomocy Bóstwa wzywa nadaremnie,
Bóg raz przepisał rzeczom odwieczny porządek
I za skazówkę szczęścia dał człeku rozsądek.
Z nim sam jest twórcą swojej dobrej i złej doli,
Cierpi — niechaj pomyśli, czy nie z własnej woli.
Twórco, jeżeli wielkość Twoją nie zatrudnia,
Że człek głupio posłuszny sam siebie wyludnia
I innym obdarzony z nieba przeznaczeniem,
Walczy, by świat dla siebie uczynił więzieniem,
Jeżli na nasze wrzawy, kłótnie, niepokoje
Patrzysz, jak na brzęczących much albo pszczół roje,
Jeżli cię nie obchodzi, co się z ludźmi dzieje,
I tu kończysz wraz z życiem człowieka nadzieje;
Jeżli ci, co zgnębili nas nieprawą władzą,
Sprawy z swoich dzieł srogich przed nikim nie zdadzą;
Jeżli za łzy, co płyną, za krew, która broczy,
Bez nadziei zemszczenia przyjdzie zawrzeć oczy,
Człowiek w pomiarze swojej nędzy i cierpienia
Nie jest że nieszczęśliwszym nad wszystkie stworzenia?
Ale nie, Wielki Boże! Ja jestem daleki
Od myślenia, że człowiek niema Twej opieki.
Chociaż w wnioskach rozpaczy mój rozum się gubi,
Serce skłonne ku Tobie, wzywać Ciebie lubi,
Lubi Cię wzywać, Twórco, i teraz Cię wzywa.
Rzuć piorun, niech się jędza ulęknie krwi chciwa,
A kiedy skończysz długą i niszczącą wojnę,
Racz jej klęski zagoić przez chwile spokojne.