Strona:PL Kajetan Koźmian - Różne wiersze.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Do tejże, przez tegoż.

Dla twych powabów ponęty lube
Nosząc w mem sercu zapały,
Na moją własną bezwzględny zgubę
Wyznać ich nie byłem śmiały.
Już się zbliżała ta chwila sroga,
Która nas miała rozdzielić,
Lecz ani twojej utraty trwoga
Ust mych nie mogła ośmielić.
Nikły mi w smutkach chwile upłynne,
A jeżlim ócz twych chciał pytać,
Twoje wejrzenie nadto niewinne,
By z nich co można wyczytać.
Tak w trawiących mnie płomieni sile
Zbliżając zgonu godzinę,
Bez tej pociechy ległbym w mogile,
Żeś ty wiedziała przyczynę.
Ale niebiosa czuwały skrycie
Nad dolą nazbyt surową,
I dzień, co moje miał zatruć życie,
Zrobiły szczęścia osnową.
Łza, która po twej płynąc jagodzie,
Litość skromności wydarła,
W tej drogiej długich cierpień nagrodzie
Wszystkie me nadzieje wsparła.
Tak zwija listek skwarem zwiędniały
Na roli bławatek polny,
Któremu słońca długie upały
Zgon przybliżają powolny