Strona:PL Kālidāsa - Sakontala czyli Pierścień przeznaczenia.djvu/43

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SAKONTALA.

Marzenia to twojej imaginacyi. (Przewraca konewkę).

ANUSUJA.

Oto roślina, Sakontalo, o której zapomniałaś, chociaż tak jak i ty urosła pod naszego Ojca Kanny pieczołowitością.

SAKONTALA.

Zapewne i sama o sobie zapomnę. Co za dziwy! (Zbliżając się do rośliny). O Pryjamwado! (Radośnie, przypatrując się roślinie). Mam ci wesołą powiedzieć nowinę.

PRYJAMWADA.

A co to za nowina dla mnie moja Kochaneczko?

SAKONTALA.

Ta Madhawi, lubo jeszcze nie czas aby kwitnęła, już do koła zaszczycona pięknem kwieciem od korzenia do samego wierzchołka.

OBIEDWIE (przybiegając).

Czy rzeczywiście prawda, kochana przyjaciółko?

SAKONTALA

Czy prawda? A to patrzcież same.

PRYJAMWADA (z prędkością).

Z tego znaku, zapowiadam Ci Sakontalo, że wkrótce mąż bardzo zacny, rękę twoją pozyszcze. (Obie spoglądają na Sakonialę).

SAKONTALA (Nieco gniewliwie).

Jakie też dziwactwa u ciebie w głowie!

PRYJAMWADA

W istocie kochaneczko, ja nie żartuję. Tak słyszałam od naszego Ojca Kanny, piecza tym roślinom się nadała, a ztąd ja Ci prorokuję bliskie zamęście.