Strona:PL Juliusz Verne - Kurjer carski.pdf/128

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


winna uszanować, choćby jej samej zginąć wypadło wśród mąk najsroższych.
— Dziękuję ci, Nadju, za ten promień, który rzuciłaś w moje serce. Przebacz, że ci więcej powiedzieć nie mogę.
Sądziła, że nie powinna, a to w obawie jakiejś nieostrożności zawiadomić młodej dziewczyny, iż Strogow nie zginął — widziała go przecie późnej, po rzekomem utonięciu. Ale położyła jej dłoń na głowie i rzekła:
— Miej nadzieję, dziecko. Bóg dobry sprawi, że zobaczysz ojca, a może i... twego towarzysza podróży. Miej nadzieję, Bóg sprawia cuda. Ta moja żałoba nie jest po synu.



RODZIAŁ III.


Cios za cios!




Marta znalazła pociechę: zrozumiała postąpienie syna. Nadja dziękowała Bogu, że zbliżył ją z matką tego, którego opłakiwała. Obie nie wiedziały jednego; że Strogow dąży z nimi razem do Tomska w jednej z partji olbrzymiego pochodu jeńców — wojskowych i cywilnych, mężczyzn, kobiet i dzieci. Rozsypani łańcuchem postępowali śród kolumn żołnierzy, poganiani, jak bydło.
Michał Strogow, należący do oddziału najpilniej strzeżonych jeńców, nie domyślał się nawet, że dwie