Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


»Ja tu tak... spaceruję tylko... wasza miłość...
tylko tak sobie... tak sobie...
ja tu nic złego nie zrobię...«
»Nie zrobisz? To tem lepiej! Mam ogromną chętkę
na pogawędkę!«

Zaczęli mówić o tem, co dusze zachwyca:
o wilczycach i o sukach,
o naukach i o sztukach
i o nowych kierunkach w wyciu do księżyca.
A gdy wilk chciał się żegnać, pies rzekł:
»Jeszcze słowo«.
poczem dodał poważnie z miną urzędową:
»Jam jest pies policyjny! A łotrze: nareszcie
osadzę ciebie w areszcie
za twe przekonania wraże:
Ja ci tu władzę pokażę!!«

Wilk w prośby, a pies na to: Jest jedyna rada.
Niech waść sam ofiar nie zjada,
dziel się ze mną na poły
bijąc konie i woły
a będziemy niezmiernie zgodne przyjacioły...
— — — — — — — — — — — —
Odtąd wilk dobrze pieskom policyjnym znany
bezpiecznie co noc tępi krowy i barany.



PIJAWKA I GIEZ.


Pijawka, którą felczer przystawił do ciała
chorego arystokraty
wypiwszy krwi szkarłaty
z powrotem się do rowu brudnego dostała.
I nuż się chwalić,