Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Po tygodniu pan bocian lisa prosi w gości.
Lis często pości,
więc zgłodniały zasiada i oblizuje się,
a w tem bocian wysmukły wązki dzbanek niesie.

Zaprasza sąsiada:
»Niechże waść zajada!«
Jakże tu jeść liskowi z naczynia takiego...
A wtedy bocian: Kolego,
pamiętacie, jak to się u was jadło, piło?«
— — — — — — — — — — — — —
Nie rób tego drugiemu, co tobie nie miło.



KRUK I LIS.


Kruk z kawałem sera w dziobie
na gałęzi usiadł sobie;
a pod drzewem lis przechera
chciwie na gałąź spoziera.

Aż się ozwie: »Boże miły,
na pochwałę brak mi siły,
jak czarowny wdzięk waszeci,
jak się każde piórko świeci.

Gdyby tak usłyszeć jeszcze
waszmościne pienia wieszcze!...
śliczna musi być muzyka,
stokroć lepsza niż słowika.

Kruk pochwałą napuszony
nuż wyciągać górne tony...
Ser bęc z dzioba padł wśród drogi.
A lis porwał go i — w nogi!