Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/153

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A gdy zorza lśnić jęła różanemi klaski
po pokoju,
świeca bladła... bladła...
I pomimo świecenia chęci swe gorące
i zuchwałe miny,
zczezło światło z stearyny.
Zaćmiło je słońce.

Tu trzeba ustalić,
że słońce, chociaż silniej niźli świeca świeci,
nie lubi się chwalić
i zapewniać, iż niczem bez niego poeci.
To jest po pierwsze,
A po wtóre:
ta prawda jest nie mniej jarząca,
że mimo wszechświetlanej mocy
słońca,
poeta odeń wyższą ma naturę,
bo może pisać wiersze
nawet i w nocy.
Poeta, chociaż także nie lubi się chwalić,
może starych słońc zgasić sto, nowych — zapalić.



DAMA i ŻEBRAK.


Dama, chcąc żebrakowi
raz dać nieco grosza
na ulicy, stanęła
i dobyła trzosa.
Już-już-już miał się dobry
czyn stać na ulicy...
gdy wtem cisi przybiegli
żebraka wspólnicy,
trzos damie odebrali