Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/103

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


takim zapłakała głosem:
»Posil mię, posil, pszczółko dobra, tkliwa,
patrz, jak jestem nieszczęśliwa,
nie mam i jutra czem dożyć.
Nikt na litości nie traci,
niebo ją stokroć odpłaci,
a i ty możesz zubożyć.
Wesprą cię wówczas, jak ty mnie w tej dobie,
bo, jak ty drugim, tak i drudzy tobie«.
»Wymowną jesteś!« pszczółka jej odpowie:
»lecz, kiedy taka boleść cię przenika,
przypomnij sobie owego konika,
co także w pięknej wymowie
twej się litości domagał.
Wszak o ziarnko tylko błagał,
a ty, nietylko, żeś mu nic nie dała,
jeszcześ mu skakać kazała«.
Mrówka się łzami w swym zalewa wstydzie,
zwraca się, milczy i umierać idzie,
kiedy z natury swej poczciwa pszczoła
tak ją odwoła:
»Wróć, wróć, nie chciałam z twojej szydzić biedy,
przybliż się, zasil w potrzebie,
lecz jeśli znowu wzbogacisz się kiedy,
a nędzarz przyjdzie do ciebie,
o niechże prośbą nie błaga daremną,
nie gardź tą niebios przestrogą:
pomnij, że i ty płakałaś przedemną,
i jak on byłaś ubogą«.[1]



KOT I BASIA.


Nigdy się kotek swojej nic zbędzie natury.
Zjadały Basi sadło i myszy i szczury.

  1. Przypis własny Wikiźródeł Wiersz nawiązuje do bajki Konik polny i mrówka.