Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Za nim przypadnie i dzik zapalczywy,
a pamiętając na krzywdy zadane,
z gniewem zażartym utopi kieł mściwy,
i sprawi w karku niedołężnym ranę.
Potem koń wierzgnął i trąci po nodze;
a więc i niedźwiedź uraził go srodze;
tuż wilk i jeleń i lis nic dobrego
bije na króla swojego.
Służalce przeszli i zdradni pochlebce,
każdy się pastwi, każdy pana depce.
Widząc i osieł, że Lew leży marnie,
a tłok się nad nim urąga bezkarnie,
kłapouch! i on też przytem
trąci go gnuśnem przez łeb kopytem.
A tu już Lwisko umierając prawie,
tak rzekło w licznej zajadłości wrzawie:
»Niechajże mocnych rogi, kły, pazury
zniosłem; lecz kiedy obelgę odbieram
od ciebie nawet, o hańbo natury!,
dwakroć, zda mi się, umieram...«.