Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


On siebie nie zna, czy lato,
czyli go śniegi przysuły...«
A kamień odpowie na to:
»A tobież lepiej, żeś czuły«?



WILK I LISZKA.


Liszka wilkowi przyjaciół psuje,
po całym lesie go obgadaje,
że żarłok nigdy nienasycony,
że szkody robi na wszystkie strony.
»Ja« — mówi liszka — »czemże ja szkodzę?
Jedną się prawie kurą obchodzę.
On — konie, owce, woły pożera,
jeszcze mi czasem kurę wydziera«.
Wilkowi liszka winniejszą się zdała,
że i źle robi i jeszcze gadała.
Choć, kto ma siłę, temu przyczyn stawa,
przecież ją wolał pociągnąć do prawa.
Gdy lew z sędziami zasiedli ławy,
pies po trzy razy zawył do sprawy,
po wysłuchaniu pisarz sądowy,
małpa czytała wyrok takowy:
»Ponieważ równie złe czynić chcecie,
robiąc go tyle, ile możecie
równic oboje ten dekret winni:
jeden a jeden — to dwa uczyni«.