Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


cieszył się wiosną.
Mruczał jednak na trawki, że tak prędko rosną,
bo dla takiej odmiany
i widzieć nie mógł i nie był widziany.
Gdy je więc wydeptywał, po łące igrając,
rzekł stary zając:
»Zetną trawki, ty wzrośniesz i gdy się czas zmieni,
na to, co w wiośnie pragniesz, zapłaczesz w jesieni«.



Z CZĘŚCI IV.
XI. RZEPA.


Kulawy, głuchy, stary i ślepy
zeszli wór rzepy.
Chciało się podjeść, bo jeść nie mieli:
lecz gdy szło o to, jakby ją wzięli,
powiedział stary: »ja nie ugryzę«;
powiedział chromy: »ja ledwo lizę«;
ślepy: »nie widzę jej, towarzysze«;
głuchy: »a ja was, bracia, nie słyszę«.
I tak gdy ciągle spór z sobą wiedli,
została rzepa i nic nie jedli.
Jak u nich rzepa, tak u nas mienie,
każdy ma swoje wyrozumienie,
gdy o zysk idzie, chcemy zarobić,
a kiedy na zysk, nikt nie chce robić.