Strona:PL Julian Ejsmond - Antologia bajki polskiej.djvu/062

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mówiąc, że tamto tylko oczy łudzi marnie,
a z tego człek do brzucha i w kieszeń nagarnie.



BAJKA IV.
GIL I SŁOWIK.


Pan Gil z Słowikiem wszedłszy w przymierze,
w znajome lasy gdzieś tam wędrował.
Pierwszy miał cudne nad podziw pierze,
a drugi głosem wszystkich celował.

Ledwo co weszli do boru oba
i spojrzeć nie chce nikt na słowika.
Wszyscy do Gila: »to mi osoba!
a ten być nie wart za pacholika!«

Lecz kiedy słowik zaśpiewał czysto
i wszyscy dali dank jego pieniu,
zgasłeś, jak klecha przed organistą,
mój panie Gilu w krasnym odzieniu.

Małoż jest takich gilów na świecie,
których bez zasług odyma pycha?
Wielcy z pozoru tylko, a przecie
habit, jak mówią, nie czyni mnicha.



BAJKA VII.
WYPRAWA NA WOJNĘ.


Lew, myśląc wojnę zacząć z pewnemi sąsiady,
zebrał wszystkie zwierzęta do wojennej rady.
Tam naznaczono, ażeby
każdy według sił zdolności, potrzeby,