Strona:PL Joseph Conrad-Młodość; Jądro ciemności.djvu/165

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Skinął głową. „A mnie się zdawało że to szyfr“, rzekłem. Roześmiał się, potem znów spoważniał.
— „Z wielką trudnością utrzymałem tych ludzi zdaleka“ — powiedział.
— „Czy chcieli pana zabić?“ — spytałem.
— „Ach nie!“ krzyknął i urwał.
— „Dlaczego nas napadli?“ ciągnąłem. Zawahał się i rzekł wstydliwie:
— „Nie chcą aby odjechał“.
— „Doprawdy?“ rzekłem z zaciekawieniem. Kiwnął głową tajemniczo z mądrą miną.
— „Mówię panu“, zawołał, „że ten człowiek wzbogacił mi duszę“.
— Otworzył szeroko ramiona, wpatrując się we mnie małemi, niebieskiemi oczkami, które były zupełnie okrągłe.