Strona:PL Joseph Conrad-Młodość; Jądro ciemności.djvu/038

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


głównej rei środkowego masztu. Jasnem było że jeśli dym wychodził, to powietrze wchodziło. Działało to na nas zniechęcająco. Ten pożar nie dawał się zdusić.
— Postanowiliśmy uciec się do wody i zdjęliśmy z luk pokrywy. Olbrzymie masy dymu, białawe, żółtawe, gęste, tłuste, mgliste, duszące, wzniosły się aż na wysokość masztów. Wszyscy ludzie wycofali się na rufę. Zatruta chmura odpłynęła i wróciliśmy do pracy wśród dymu, który już nie był gęściejszy od zwykłego dymu z fabrycznego komina.
— Przygotowaliśmy pompę tłoczącą i wydobyliśmy gumową kiszkę, która pękła wkrótce. Była równie stara jak statek — poprostu przedhistoryczna kiszka nie nadająca się już do naprawy. Wprawiliśmy w ruch słabą pompę dziobową, czerpiąc przytem wodę wiadrami, i tym sposobem zdołaliśmy wkrótce wlać do głównej luki całe masy Indyjskiego oceanu. Jasny strumień błyszczał w słońcu, wpadał w cienką warstwę białego, czołgającego się dymu i znikał na czarnej powierzchni węgla. Podnosiła się para zmieszana z dymem. Leliśmy słoną wodę jak w beczkę bez dna. Pompowanie było naszym losem na tym okręcie, wylewanie z niego wody i wlewanie jej zpowrotem; usunąwszy ze statku wodę aby ocalić się od zatonięcia, leliśmy w niego wodę jak najęci aby się ocalić od spalenia.
— A Judea pełzła naprzód — „czyń lub giń“ — wśród pięknej pogody. Niebo było cudem czystości, lazurowym cudem. Morze było gładkie, było błękitne, było przejrzyste, było wyiskrzone, jak drogocenny kamień otaczający nas na wszystkie strony aż do widnokręgu — jakby cały glob ziemski był jednym klejnotem, jednym, olbrzymim szafirem — drogim ka-