Strona:PL Joseph Conrad-Falk wspomnienie, Amy Foster, Jutro.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


strunach jej serca wesołym, czułym swym śmiechem — a jednak lubię je wszystkie. Czego jabym nie zrobił dla kobiety, dla kobiety co się zowie. Jak ja nieraz przez nie wpadałem, a ileż razy mnie ratowały! Ledwie na którą spojrzę, już się kocham. Zakochałem się w pani, panno — Bessie pani na imię, prawda?
Cofnęła się trochę i rzekła, śmiejąc się, z drżeniem w głosie:
— Nie widział pan nawet mojej twarzy.
Pochylił się naprzód z galanterją.
— Trochę pani blada; ładnie z tem niektórym. Ale przystojna z pani dziewczyna, panno Bessie.
Zatrzepotało w niej serce. Nigdy jej nikt tyle nie powiedział.
Nagle zmienił ton.
— No, głodny to zaczynam być porządnie. Nie jadłem dziś śniadania. Nie mogłaby mi pani dać trochę chleba z tego tam waszego podwieczorku, albo też —
Już jej nie było. Chciał właśnie poprosić, żeby mu pozwoliła wejść do domu. Ale wszystko jedno. Gdziekolwiek, tu czy tam, byle zjeść. Do licha ciężkiego! Co też sobie pomyśli kolega?
— Nie prosiłem pani jak żebrak — rzekł żartobliwie, biorąc kawałek chleba z masłem z talerza, który mu podawała. — Prosiłem panią jak przyjaciel. Pani wie, mój tatko jest bogaty.
— Przymiera głodem dla pana.
— A ja przymierałem głodem dla jego widzimisię — rzekł, biorąc z tacy drugi kawałek.
— Wszystko co ma na świecie chowa dla pana — broniła starego.
— Tak, jeśli tylko przyjdę i na tem zasiądę, jak parszywa ropucha w swej dziurze. Dziękuję pani!