Strona:PL Joseph Conrad-Falk wspomnienie, Amy Foster, Jutro.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


coś o tem wiedzieć. Mówię pani że to tylko nabieranie starego — i nic więcej.
Nie odpowiedziała mu, bezradna wobec nieprzezwyciężonych trudności, truchlejąca przed wyjaśnieniem — koniecznem, niemożliwem i przerażającem; czuła się w to wszystko wplątana — razem z jego obłędem.
— Ach, tak mi przykro — szepnęła.
— O cóż pani chodzi? — rzekł pogodnie. — Nie potrzebuje się pani o mnie bać, ja się nie zdenerwuję. To tamten się zdenerwuje, kiedy się tego najmniej będzie spodziewał. Ani mnie to grzeje ani ziębi, ale to ci będzie dopiero kawał, kiedy ten frajer wścibi tu jutro swój pysk. Nie dbam ani trochę o kabzę starego, ale prawo jest prawem. Zobaczy pani, już ja go nakryję — żeby tam był nie wiem kim!
Podszedł bliżej i górował nad nią, stojąc po drugiej stronie barjery. Spojrzał na jej ręce. Zdawało mu się że drżą, i przyszło mu na myśl: a nuż i ona bierze udział w tych machinacjach, które mają jutro jego starego omotać? Zjawił się właśnie na czas aby popsuć im szyki. Zabawiła go ta myśl; do udaremnionej intrygi odnosił się z pogardą. Ale przez całe życie traktował pobłażliwie wszelkiego rodzaju kobiece kawały. Ona doprawdy trzęsie się cała; chustka zsunęła się jej z głowy. „Biedactwo“ — pomyślał.
— Jechał go sęk, tego faceta. Przypuszczam że zmieni zdanie jeszcze przed jutrem, ale co będzie ze mną? Nie mogę łazić tu u tej furtki do rana.
Bessie wybuchnęła:
— Ależ on czeka na pana, na pana samego! To właśnie pan wraca jutro.
— Ach, więc to ja! — szepnął w oszołomieniu.