Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom III.djvu/229

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Jak lew na starym świecie się położył,
    okrył go piersią, w błękit dumną głowę
    podniósł i czekał...
    Ponad nim się srożył
    komet wir w węże splątany ogniowe,
    a wyżej straszna ręka Przeznaczenia
    wisiała.
    Niegdyś na rozkaz tej Pani
    on świat swój stworzył i skróś nocy cienia
    rozpalił gwiazdy, pochodnie otchłani
    złote. I rządził już miljon miljonów
    wieków tym światem, bezlitośnie, srogo,
    gasząc niesforne słońca śród zagonów
    nieba i zniszczeń codziennych pożogą
    twarz swą malując krwawo. Drżały światy,
    gdy znak swój straszny na niebie zapalił
    i szedł — bóg młody — w piorunów szkarłaty
    odziany, sądził i jak orkan walił
    krnąbrne w ton śmierci.
    I minęły wieki, —