Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom III.djvu/221

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    »Miałem niegdyś na służbie orły i sokoły,
    które z łupem w podniebne wznosiły się szlaki;
    lecz wy dzisiaj wzrok macie ku ziemi jak woły,
    i napróżno bym puszczał w błękit Moje ptaki —
    wy wróżb lotu ich pojąć niezdolni, — robaki!

    »Dziś już nie czas grzesznika wzywać do pokuty
    ni wstrzymywać słabego, co w otchłań się słania.
    Czeladź moja gotowa już i sierp ukuty:
    oto przyszła na nędzne pora winobrania —,
    lecz chcę sroższą uczynić mękę ich konania!

    »Więc nim grom Mój z łańcucha ognistego spuszczę
    zło wam ześlę największe: fałszywe proroki,
    by trucizną słów swoich obłąkali tłuszczę
    i nad bezdeń przepaści przywiedli jej kroki
    świstem bicza krwawego od ludzkiej posoki!

    »Rozum przez was spodlony z waszych mózgów wydrę,
    tak iż wierzyć będziecie fałszowi, wy, którzy
    nie wierzyliście prawdzie, — a zwątpienia hydrę
    puszczę na was dopiero, gdy się już wynurzy
    twarz Ma straszna z piorunów nad wami i z burzy!

    — Po coś tedy mnie zbudził? — zakrzyknąłem wściekle,