Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom III.djvu/183

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Ludzie, ludzie! — on dla nich szczęścia, światła pragnie —
    a oni?.. W walkach, w błocie! Tłum krwiożerczych zwierząt!
    Kędy spojrzeć — ślepota, pycha, przemoc, nierząd;
    a on marzy, że myśl ich ku dobremu nagnie,
    a on marzy, że prawda i prorocze słowo
    uzdrowią oczy tknięte ślepotą wiekową!

    Spuścił głowę na piersi, — kurczem zgięte palce
    ciężko spadły na księgę, zadrżały mu usta,
    oko nagle przygasło, zbladła twarz jak chusta,
    czoło zmarszczki pokryły — i zląkł się, że w walce
    pada, którą zwycięsko toczył do tej pory:
    tchu mu w piersi zabrakło, uczuł, że jest chory.

    Uczuł, że jest już chory i że w grób mu trzeba...
    Szczęścia, które dla świata wyśnił, nie dożyje;
    oto smutny, zmęczony jest; puls słabiej bije,
    nawet myśli się plączą, co jeszcze do nieba
    szły niedawno... Nad grobem wściekła klątwa dziczy
    żegna mędrca, co kielich wychylił goryczy.

    Jego najbliżsi klątwy rzucili nań kamień,
    ci, dla których chciał szczęścia, wołali: bluźnierca!
    ludzi kochał, a nigdzie sam nie zaznał serca —