Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom III.djvu/134

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    to nim powołać raczysz mnie do siebie,
    ażebym z Tobą królował na niebie:
    ukaż mi tryumf Twojego Imienia,
    które się w gromach zapali nad miastem,
    ginącem gwoli swych grzechów ohydnych!

    Od lat nie zwracam twarzy ku wschodowi
    i zapomniałem, jak Twój brzask wygląda,
    wpatrzony ciągle w to rojne mrowisko,
    by nie uronić snadnie onej chwili,
    gdy Miłosierdzie Twoje się przesili
    a Sprawiedliwość grom na grzeszne rzuci!
    Co rano słońce za plecyma memi
    wstaje i idzie niewidne ku górze,
    żar coraz sroższy lejąc na mą głowę,
    by mi szyderczo zajrzeć w twarz z południa;
    co wieczór w złotej zachodu purpurze
    oczy me krwawe, wiecznie wytężone
    bezsenne oczy ślepi swym płomieniem:
    a ja daremnie czekam tej godziny,
    kiedy Ty poczniesz karać ludzkie winy!

    Bo to nieprawda! to nieprawda, Panie,
    bym chciał od zguby zbawić miasto ono!
    Jeślim się Tobie ofiarował za nie,
    to nie by wstrzymać Twoją dłoń wzniesioną,