Strona:PL Jerzy Żuławski - Poezje tom I.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


V.

I wezwał Stwórca swe anielskie roty
nieprzeliczone, jako piaski morza...
Stanął tłum duchów, a ponad nim zorza
lśniła i jasne skróś lazurów groty.

Poznał Jehowa, że ten blask, co złoty
pali się w okrąg i idzie w przestworza,
to nie jest Jego święta jasność boża,
ni blask pokory, ani światło cnoty!

Przed nim, wzniesiona ponad duchów chmurę
płonęła dumna postać Cherubina,
choć w krąg zastępów rój się kornie zgina.

Skłoń się! — rzekł Stwórca. Anioł patrzył w górę.
Bóg zaś: Ty nie drżysz, gdy Ja, Władca, wołam? —
i do Michała: Ugnij go, lub — połam!