Strona:PL Jerzy Żuławski - Kuszenie szatana.djvu/163

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jasno już było, gdy wrócił do domu. Niezgaszona lampa paliła się jeszcze, a żółty jej blask kłócił się z błękitnym świtem, wpadającym przez szpary okiennicy. Na stole stała próżna klatka. Biały szczur, pozostawiony sam, zdołał szczęśliwie przegryźć dwa słabsze prętki i umknął, strąciwszy retortę ze stołu. Chemik kopnął ją nogą, aż szkło rozprysło się po podłodze i rzucił się w ubraniu na posłanie, mimo że była to godzina, o której należało otwierać aptekę.