Strona:PL Jan Sten - Jeden miesiąc życia.djvu/174

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ków na nas oboje! A przyjąłem to zupełnie spokojnie, apatycznie, tak, jak gdybym ciebie nie znał, jak gdybyś nie ty na tem cierpiała. Czyż ja ciebie nie kocham?
ZOFIA [powtarza bezdźwięcznie]. Ośmdziesiąt franków. Połowa tego, cośmy dotąd mieli...
KARSKI [staje znów, mówi namiętnie]. Słuchaj! Uczucie moje dla ciebie to ostatnia moja świętość: gardziłem wszystkiem, oplułem w sobie wszystko, prócz tej jednej, jedynej miłości. Ty musisz być dla mnie wszystkiem, ty jesteś moją wiarą, siłą, moją duszą. Jeśli mi się jednę chwilę zdaje, że ja ciebie nie kocham — tak jak tam w redakcyi — zdaje mi się, że oszaleję. Nie, nie oszaleję. [z rozpaczą]. Ale jeśli ja ciebie nawet nie kocham, to chyba już dziś jestem trupem.
ZOFIA [wstaje i bierze jego głowę w ręce i przytula do siebie; łagodnym, kojącym głosem]. Ty moje szalone, biedne dziecko! Ty mnie nie kochasz, ty? Czy ja tego nie widzę, czy jabym mogła choć jedną chwilę o tem wątpić? ty mnie nie kochasz, tyś mi nic nie poświęcił? Tyś chciał poświęcić wszystko, siebie całego. [z pewną grozą w głosie]. Och! ja pamiętam to dobrze!
KARSKI [zdziwiony]. Co ty pamiętasz Zosiu?
ZOFIA. To, coś mi mówił wtedy, dawno je-