Pochwycił sokoła za nogi, a ten, przerażony, uniósł go do góry, ku niebu, ponad zamek.
Krążył tak z nim sokół tuż — tuż nad sadem, w którym złote rosły jabłka.
I wtedy to żak, przemądry, a czujny, dobył kozika, nogi obciął strasznemu, a teraz już przelękłemu ptakowi, że aż zginął gdzieś w obłokach, narwał sobie złotych jabłek i podążył pod bramy zamkowe.
Ale zamku strzegł smok okrutny.

Młody żaczek, wyuczony, rzucił na niego złotem jabłkiem, a smok tak się przeraził, że w tej chwili znikł w przepaści na wieki.
Z wielką radością powitała żaczka oswobodzona królewna i, wdzięczna, że przez niego nie ma już nad sobą strasznego sokoła, ani okrutnego smoka, strażników zaczarowanego zamczyska, wzięła go sobie za męża.
Przechadzał się ongi żaczek, a dziś król znamienity ze swoją królową po sadzie z złotemi jabłkami i ujrzał na ziemi wielkie roisko ludzi.