Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/075

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XIX.
PANI ŚMIERĆ.

Na moich drzwiach widnieje od dawna bilet z dopiskiem: nie przyjmuję.
Odwiedza mnie bowiem przyjaciółka, która się nazywa Śmierć, pani Śmierć.
Zjawia się przeważnie w godzinach wieczornych — otwieram jej za umówionym znakiem. Plotkarze, raczywszy podpatrzeć jej wizyty, bez skutku dobijają się do mnie i, odchodząc zgorszeni, że śmiem ich lekceważyć, szepcą sobie na ucho:
— Taka brzydka, a on — — —!!! Lecz trudno: istnieją natury zwyrodniałe, przeżyte, gładyszka im nie wystarczy, gonią po ulicach za potworami.
Kilku życzliwym znajomym, skłonnym do czynienia mi przytyków, oczywiście jedynie w tym celu, abym się udał do psychiatry i wczas zapobiegł nieszczęściu — każdy, mówią, obywatelskie ma względem społeczeństwa obowiązki i dlatego niezmącony winien zachować umysł —, próbowałem wytłumaczyć, iż obcowanie z kobietą nie koniecznie pociąga za sobą ostateczność i że w zwierciedle, w którem człowiek zawięzuje krawat, nie zawsze widzi goryla.
— Nie chcę przekonywać świń! — wrzasnąłem kiedyś niecierpliwie, zrozumiawszy ich alluzye. Straciliście wiarę w wasze żony, a może i córki, więc sądzicie, że każda tyle tylko, nie więcej jest warta. Zresztą, gdyby-