Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Zawsze też miej poważanie dla postronka, gdyż niewiadomo, czy ci ostatniej nie odda przysługi.
Dodać do tego wypada, że w uszach nie przebrzmiał mi jeszcze głos, zwrócony ku Męczennikom Czyśćca:
— Przebaczam, boście skruszeni i pokorni.
Gdym już szedł przed kratki, stała się rzecz okropna.
Jeszcze teraz, pisząc Wam o tem, ledwie mogę utrzymać pióro.
Z płomiennej ławy podniósł się Szatan — czy uwierzycie: w berecie i w czarnym, długim, szerokim worze, podobnym do rewerend, w jakich zwykle prowadzą kondukty pogrzebowe protestanccy pastorzy — lichy to zaszczyt, że strój ich okrywa Mocarzy podziemnych, jednak naturalny to wynik głoszenia bezbożnych herezyi — — — a więc sam Szatan podniósł się z miejsca, pazurami oparł się o poręcz, przechylił się nieco naprzód i badawczy, ostry wlepiwszy wzrok w oblicze Sędziego, piorunującym zahuczał grzmotem:
— Wysoki Trybunale! Nie wątpiąc, że wyrok ferowany na tego łotra (!!!???) będzie sprawiedliwy, kazałem już odrazu przygotować torturę, najodpowiedniejszą dla tego rodzaju członków ludzkiego społeczeństwa — —
Nie dokończył, gdy, niewidzialną pchana mocą, wysunęła się przedemnie szafa wertheimowska w gęstym wieńcu liżących ją chciwie ognistych języków.
— Wiem — zagrzmiał Szatan dalej —, że rozmiary tego skrytego złodzieja — nie miałem już odwagi przeczyć, stropiony będąc lękiem i trwogą — zbyt są wielkie, aby się mogły w tem niejako Prokrustowem pomieścić łożu, lecz pachołkowie moi połamią mu golenia, a iżby nie próbował się wydostać, każę go do niej i z wierzchu i ze spodu i ze wszystkich czterech boków przywiercić. Oto siepacze z grubymi, stalowymi świdrami.
Pot zimny oblał mi czoło, po grzbiecie przeszedł dreszcz, kości moje zachrupotały, jak kości upio-