Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/031

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


IX.
RÓWNI Z RÓWNYMI.

My, ludzie prości, poklepmy się po ramieniu — równi z równymi.
A, panie bracie, któremu się zdaje, jakobyś ongi w młodocianym zachwycie klęczał u stóp świętej Cecylii, nie wywyższaj się nad innych, albowiem właśnie biedna dziewczyna z bordelu skarżyła mi się po cichu, że rajfurka zabiera jej trzy czwarte zarobku.
Pracuj, aby się stała sprawiedliwość na świecie, aby te szczytne wyrazy, świecące na naszych kościołach, aresztach, szpitalach, domach publicznych — Wolność, Równość, Braterstwo — nie były martwą literą.
Pycha przybrała się w perukę pani de Maintenon i poszóstną jeździ karetą: z przodu laufer w czerwonej liberyi rozgania onieśmielone tłumy, z tyłu dwóch lokai, z skrzyżowanemi na piersiach rękoma, czelnie się uśmiecha, żem musiał zejść im z drogi, a nasz przyjaciel oszalał:
Ogłosił tom wierszy bez rytmu i rymu i ma odwagę twierdzić, że łokieć jest dłuższy od cala, krowa ma cięższe wymiona od owcy, a koń szlachetniejszy od świni — jak gdyby wesz, karakon i glista nie były tak samo, jak człowiek, stworzone przez Boga, którego, nawiasem mówiąc, my, wolni od przesądów obywatele, uznać nie możemy.