Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/030

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


na legię, któż mi udzieli cierpliwości, jeżeli nie Twoja wszechcierpliwość.
Chcę kandydować, gdzież w tych czasach zamętu pojęć i prądów oświecające znaleźć błyski, jeśli nie w Twojej wszechwiedzy.
Któż odwróci nieszczęście od mojej lichej winniczki, jeśli nie Twoja wszechmoc!
Daj, by na starość zgrzybiałe nogi moje nie były zmuszone obijać się o miejskie bruki.
Niech tłum nie patrzy na mnie z zawiścią, że mam odrobinę więcej chleba — i ja jestem z ludu, więc rozumiem, co lud, a co męty i szumowiny —.
Przedsię współrepublikanie moi niech mi nie poczytają za zdradę uczciwych, republikańskich przekonań, że jedyną Mą Córkę, Me ukochane dziecko, powierzam rękom potomka tych starosławnych rycerzy, którzy ongi szli się pasować z pohańcem o Grób Twego Jedynego ukochanego Syna.
Panie! tchórzem nie jestem i śmierci się nie lękam, lecz wdzięczny Ci będę, jeśli Twój Królewski Majestat — s’il Vous plaît, mon Seigneur — zechce się ulitować nademną i rozkaże, aby przyszła, że tak powiem — nie! po co myśleć dziś o niej, gdy czas mój, zda się, daleki?!
Raczej nie skąp mi i nadal zdrowia i siły, bym mężnie wytrwał w tej ciężkiej walce do końca.
Niech żyje Francya! Niech żyje Rzeczpospolita! Niech żyje Demokracya! Amen.



Grafika na koniec utworu.jpg