Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.6.djvu/027

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VIII.
MODLITWA EPISJERA.

Półtora tysiąca lat i więcej protegowałeś, Panie Boże, księży i markizów.
Rozbijali po otwartych drogach, naszemi rękami wznosili zamki i pałace, a gdy nam już sił zabrakło i batog bez skutku ześlizgiwał się po krwawych plecach, szli o pomoc do tamtych, iżby majakiem Łaski lub przypomnieniem kar piekielnych wiedli nas ku nim na twardym rzemieniu posłuszeństwa.
Ale skończyła się pokora ludu: głowy ich padły pod mieczem Sprawiedliwego, a na miejscu Bastylli, w której godność człowieka marła w obłąkaniu, otwiera nam dzisiaj szlachetny weteran drzwiczki do wnętrza Kolumny Lipcowej.
I po dwustu trzydziestu i ośmiu stopniach wchodzimy na nią swobodnie: pod złoconemi skrzydłami anioła Wolności możemy krzyczeć: »Niech żyje Francya!« i, dawszy folgę oku, radować się dumną Sekwaną, patrzeć z uczuciem ulgi w piersiach, jak symbol współczesnego ducha, potężna wieża Eiffla, panuje bijącem w niebo żelaznem rusztowaniem nad kamiennymi zabytkami Zabobonu.
Możemy puszczać wodze tęsknocie aż gdzieś ku niebieskawym borom Fontainebleau, lub też podziwiać wrodzone człowiekowi poczucie piękna, które z Buttes-Chaumont, z tych ongi łysych, opuszczonych gór, z tego odludzia straceńców, z tego — że tak się wyrażę — jene-