Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystko mi jedno! Po powszednią paszę,
Ambrozyi żądny, duch mój się nie zniży:
Kocham twe ciało! Ku niemu się łaszę,
Wróg Nazaretów świętych i Assyży.

Żądliwie śledząc barwnych szat obrzeże,
Okalające twoje łono mleczne,
Rękę mą drżącą w twoje kładąc włosy,

Im tylko ufam i w nie tylko wierzę,
O Mono Lizo, me pragnienie wieczne!
O Mono Lizo, mój wzlocie w niebiosy!

V.
Śmiejesz się do mnie, czy śmiejesz się ze mnie?...
Na ustach twoich uśmiech tajemniczy
Nad przepaściste prowadzi nas ciemnie,
Gdzie siwy starzec ziarnka piasku liczy...

Jest-li lęk taki w niedostępnej dziczy,
W którą się słońce przedziera daremnie,
Jaki ma śmiech twój, skażon czy dziewiczy —
Śmiech twoich oczu? — ja nie wiem...

Na Lemnie
Czy na Golgocie — tam, gdzie ludzie żyli
I tam, gdzie marli, niema takiej chwili,
Iżbym nie pragnął sięgać ku zasłonie

Z Sais, a zawsze, w mroku czy przeźroczu
Mych dni doczesnych, muszę cofać dłonie,
O Mono Lizo, przed śmiechem twych oczu...



Grafika na koniec utworu.jpg