Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I wnet zobaczy, gdzie powiędłe wrzosy,
Odarte z kwiatów i zielonych liści,
Chór czarnych duchów... Męczennicze stosy
Wnet się ku niebu podniosą... Nieczyści
Wnet go duchowie uchwycą w swe sieci,
Czerń zmówi pacierze i ogień roznieci!...

XXVI.
Konał Giordano i gasnącym wzrokiem
Raz jeszcze jeden swych oprawców zmierzył,
A oni stali w milczeniu głębokiem,
Jak gdyby piorun w ich piersi uderzył:
Taka z ócz jego palącym potokiem
Płynęła wzgarda... I wnet się rozszerzył,
Rówien kaskadzie lub chmurze zerwanéj,
Nad ich głowami jego głos rozlany:

XXVII.
»Dziś szalejecie na wzór czarnej fali,
Z hasłem miłości na powiędłych ustach,
Z okiem, co iskrą mściwej zdrady pali,
Z krzyżem na piersi, strawionej w rozpustach,
W ręku tortury z nieugiętej stali,
Odziedziczone po dzikich Prokrustach,
I wszystko życie, wszystko świeże tętno
Głuszycie pieśnią rażącą i wstrętną.

XXVIII.
Wśród żółtych ściernisk, po ściętej pszenicy,
Przy krwawych blaskach gasnącego słońca
Z żalu nad dolą skażonej ziemicy,
Zasiada dzisiaj praw boskich obrońca,
A z nim siadają piekieł biesiadnicy:
Kłamane modły, szyderstwo bez końca,
Ucho w rozpusty kąpiące się echu,
I twarz, co wciąż się wykrzywia od śmiechu.