Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.4.djvu/074

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Czemu powieki bezsilność ci skleja?
Czemu nie widać w tobie siły żadnéj?
Czy cię przestrasza przyszłości zawieja
I nieprzyjaciół twoich zastęp zdradny?
Nie drżyj, lecz poznaj, żeś jeszcze olbrzymem,
Co umie gardzić ofiarniczym dymem!...«

XV.
I dalej śpiewał Alastor... A echem
Porannych dźwięków odrzekły mu pola.
I z nadzwyczajnym niebianów pośpiechem
Płynęła pieśń ta na skrzydłach Eola,
Aż, powitana szyderczym uśmiechem,
Znikła, gdzie zimy rozkazuje wola,
Lecz, będąc uczuć potężnych wynikiem,
Wnet niebotycznym strzeliła pomnikiem.

XVI.
Ludzie tam przyszli w płaszczu hipokrytów,
Pierścieniem węża, co ich samych tłoczy,
Pragnęli pierś mu owinąć; »do szczytów
Trupiego wzgórza« mówili, »niech kroczy,
Aż wymarzonych odwyknie błękitów« —
I w imię krzyża plunęli mu w oczy
I pozbawili go drogiej spuścizny:
Własnego domu i własnej ojczyzny...

XVII.
I szedł, zwyczajem natchnionych krzyżowców,
Klękać przed martwą narodów Nijobą;
Pośród samotnych przeszłości manowców
Zagłębiać w myśli północną się dobą
I szeptać świętych mieszkańcom grobowców:
»Grachu! ja z tobą! Spartaku! ja z tobą!«
Szedł i korale swej pieśni, wygnaniec,
Nizał na szczytnych nabożeństw różaniec.